sobota, 26 maja 2018

Uknown pleasures - Joy Division, czyli targa duszą

Ponad 8 godzin za kółkiem, zobaczyć Białowieżę i od razu wracać, ech jak czasem by się chciało zostać gdzieś na dłużej. Jazda samotna to zawsze okazja by wyciągnąć trochę starych płyt i na nowo się nimi cieszyć. I dziś notka o jednym z takich krążków. Dziś jedynie fragment muzyczny. A jutro więcej ok?



czwartek, 24 maja 2018

Prawdziwa historia, czyli szukając natchnienia

Jutro wypad do Białowieży (szkoda, że zaraz też powrót), więc notki być może nie będzie, za to dziś dokończyłem post o "Czwartej małpie", czyli bardzo dobrym thrillerze kryminalnym od Czarnej Owcy - czytaj tu - i jeszcze kilka zdań łapcie o najnowszym filmie Polańskiego.

"Prawdziwa historia" na pewno nie jest filmem złym, czuć też w nim rękę reżysera, który już nie raz sięgał po gatunek thrillera psychologicznego, drażniąc się trochę z widzem, podsuwając sygnały świadczące o urojeniowym charakterze niektórych scen. Tyle, że nie ma tym filmie już takiego zaskoczenia (choćby dlatego, że sporo osób świetnie pamięta "Misery"), tajemnicy (bo wszystko od początku jest w miarę jasne), ale i jakiegoś nerwu, czy po prostu życia. Niestety mam takie poczucie, że stara kadra (choćby i Allen), naprawdę nie powinna na siłę łapać się za kamerę, skoro nie ma nic nowego do opowiedzenia. Szkoda zdrowia i naszych pieniędzy. W przypadku "Prawdziwej historii" tych ostatnich nawet nie żałuję, ale jednak to nie jest film, który byłby godny reżysera takich filmów choćby jak "Dziecko Rosemary",
"Matnia", "Frantic" i wielu innych.

środa, 23 maja 2018

Czwarta małpa - J. D. Baker, czyli czasu coraz mniej

Czytam po kilka rzeczy naraz, ale zwykle wśród nich jest jakiś kryminał lub thriller. I choć tyle tego przechodzi przez moje ręce, wciąż nie mam dość. Cieszę się jak małe dziecko gdy ktoś wciąga mnie w ciekawą intrygę, gdy trzyma za gardło lub robi w konia, gdy moje przypuszczenia idą... się paść na trawkę.

Tym trochę tak miałem, więc nie mogę się powstrzymać, by nie napisać na szybko notki, mimo że już po 11 wieczorem i padam na nos. Na początek dwa zdania podsumowania:
1. już cieszę się na kontynuację, bo zapowiada się fajna seria, polubiłem tę ekipę i ich zgryźliwe poczucie humoru
2. wielka frajda z lektury - dobry pomysł, intrygujące wykonanie.

Jak ja lubię powieści od których trudno się oderwać, wciągających, z jakąś zagadką. Tu wszystko zaczyna się od wypadku, w którym ginie mężczyzna. Samobójstwo? Wypadek? Pewnie ofiara nie zwróciła by uwagi policji gdyby nie fakt iż miał on przy sobie...

niedziela, 20 maja 2018

Zamki Caladale, czyli nieważne z czego budujesz, byle się trzymało

No tak, wczoraj w nocy prawie do drugiej planszówki, dziś dwie wymiany książek (w tym jedna organizowana przeze mnie), a ja potem się dziwię, że jestem niewyspany i zmęczony. Dziś więc nie ma notki o książkach, filmach czy teatrze, ale oto kolejna gra do mojego spisu. Wiem, że moje notki nie są tak profesjonalne jak recenzje ludzi, którzy siedzą w planszówkach i piszą o nich na co dzień, ale potraktujcie je najwyżej jako zachętę. Sam złapałem bakcyla głównie dzięki ludziom, którzy przynoszą swoje gry, tłumaczą zasady, bo przecież nie da się kupić wszystkiego i rozeznać na rynku co na pewno się sprawdzi.
W Zamki Caladale grałem dziś i polubiłem ten tytuł od razu. Jest prosty, ale zmusza do kombinowania, a co ciekawe, w rozgrywce różnice punktowe są bardzo niewielkie, więc nie ma takiej frustracji i zniechęcenia jak przy niektórych grach. O co biega? Zasady dobrze opisał Tomasz z Board Games Addiction i to od niego pożyczam też kilka fotek. U mnie jedynie króciutko.

Wikingowie. Topory i sejmitary - Radosław Lewandowski, czyli płyńmy na wschód, tam musi być jakaś cywilizacja

O poprzednich dwóch książkach Radosława Lewandowskiego pisałem nie tak dawno, ale seria się rozwija (ukazał się tom czwarty) i kto wie gdzie jeszcze los rzuci naszych bohaterów.
Warto czytać po kolei, bo różne motywacje (np. pragnienie zemsty) będą bardziej przejrzyste gdy znamy całą historię. Choć pewnie znajdą się i tacy, którym nie będzie przeszkadzać fakt iż nie znają wcześniejszych zdarzeń, ale dadzą się porwać wartkiemu nurtowi fabuły. Autor w tym tomie nie zwalnia tempa i w porównaniu z tomem drugim, tu mniej jest moim zdaniem dłużyzn, nie zawsze przejrzystych opisów. Drużyna wikingów, wsparta jeszcze dodatkowo przez grupkę Indian z plemienia Beothuków, przepływa po raz kolejny Ocean, by szukać zemsty na tych, przez których musieli uciekać z ojczyzny. Nie są jeszcze na tyle silni, by rzucić wprost wyzwanie wrogom, ale mogą przynajmniej podjąć próbę odszukania śladów matki i siostry Oddiego, które zostały wtedy na pastwę napastników. Młody bohater już nie jest maminsynkiem, zmężniał, stwardniał i choć wciąż musi uważać, by nie stracić autorytetu przywódcy, wygląda na to, że zawierzyli w jego odwagę i szczęście, jakim najwyraźniej obdarzają go bogowie.

sobota, 19 maja 2018

A ja żem jej powiedziała - Katarzyna Nosowska, czyli jak zdobyć popularność

Ta notka jest trochę żartem, bo książki jeszcze nie przeczytałem - ukazała się chyba wczoraj, jedynie na Targi Książki i choć przejrzałem ją pobieżnie na stoisku, kupić się na razie nie zdecydowałem. Bawi mnie to nowe oblicze Nosowskiej, ale jakoś chyba lepiej się tego słucha/ogląda, niż jedynie czyta. Może audiobook? W każdym razie zabawnie było obserwować jak utworzyła się do niej kolejka chyba nawet dłuższa niż do Pamuka. Ot, świat trochę stoi na głowie. Nie ważne co się pisze, ważne czy jesteś popularny. A Kasia Nosowska, choć na scenie nigdy jakoś nie powalała gadatliwością i poczuciem humoru, poprzez swoje filmiki na snapchacie, pokazała trochę inne oblicze i przyciągnęła do siebie nowych fanów, którzy i po książkę chętnie sięgną.

Skoro nie czytałem, czemu zatem wrzucam notkę z tym tytułem. Możecie potraktować to jako zapowiedź, ale też jako żart - nie od dziś i nie tylko ja zauważam, że najlepiej klikają się tytuły o rzeczach nowych, dyskutowanych. I choćbyś napisał jedynie jedno zdanie (wczorajszy casus Chochlika, który napisał najkrótszą recenzję z premiery teatralnej Króla wg. Twardocha) i tak ludzie to otwierają. Jedną z popularniejszych notek u mnie było coś na temat 50 twarzy Greya, gdzie napisałem jedynie, że oglądałem i nie mam ochoty pisać. To też jakiś znak czasów. Czyta się to co krótkie, długie teksty zniechęcają. Może to stąd popularność kilkunastosekundowych filmików Nosowskiej?
A tu lada dzień pojawi się wpis o czymś filmowym. Jakiś starszy tytuł. I tylko marzę, żeby wreszcie znaleźć kilka dni na to, żeby uporządkować do końca totalnie zaniedbaną listę rzeczy obejrzanych.

czwartek, 17 maja 2018

Bóg nie jest automatem do kawy - ks. Zbigniew Czendlik, Markéta Zahradníkova, czyli skupmy się na dobru, a nie na grzechach

Premiera w ubiegłym tygodniu, ale ja sobie zacząłem podczytywać już na spotkaniu autorskim, poszło więc błyskawicznie. I prawdę mówiąc mam mieszane uczucia. Ksiądz Zbigniew na pewno jest bardzo sympatycznym, otwartym człowiekiem, ale to nie znaczy, że to co mówi, jest jakoś super odkrywcze. Co więc czyni go pewnego rodzaju fenomenem, co sprawiło, że ten wywiad tak dobrze sprzedawał się w Czechach i nawet zebrał jakieś nagrody literackie? Czy to dlatego, że w pewien sposób trochę przełamuje stereotypowe myślenie o kapłanach katolickich (szczególnie tych z Polski), jako o zatwardziałych konserwatystach, którzy jedynie pouczają ludzi i grożą palcem? To na pewno przyczyna, dla której Mariusz Szczygieł zdecydował się tą książkę wydać również u nas. W końcu jednak nie co dzień zdarza się, żeby proboszcz z niedużego miasta był postrzegany jako gwiazda medialna, człowiek równie interesujący jak gwiazdki i celebryci. Czym więc zdobył swoją popularność? 

środa, 16 maja 2018

Niebezpieczne związki, czyli to co czyste trzeba zniszczyć

Są takie filmy, które mimo upływu lat, wciąż zachowują magię i choćby nie wiem ile nakręcono nowych wersji, żadna nie dorówna tej sprzed lat. Takim obrazem na pewno są dla mnie "Niebezpieczne związki" z roku 1988. Ekranizacja powieści, która była uważana za skandaliczną, nie epatuje nawet jakoś specjalnie nagością i skandalem, ale świetnie wyczuwamy w niej to, co tak naprawdę było istotą oburzenia: bawienie się ludźmi, cynizm, kłamstwa. I to w imię czego? Zabawy? Zakładu?
Miłość i uczucia okazują się słabością, której nie wolno okazać, bo w tej grze chodzi o to, by wciąż być górą. Nawet jeżeli wewnętrznie się cierpi i chciałoby się czegoś innego.

Następne życie - Atticus Lish, czyli gorzkie, mocne, intensywne

Miałem nadzieję, że wyjazd do Lublina pozwoli mi trochę nadrobić zaległości w notkach, ale zmęczenie bierze górę. Organizm domaga się snu. Nie było więc ani spaceru po Starym Mieście, ani wypatrzonego koncertu Korteza, ale przynajmniej kolacja na mieście była smaczna. No i sporo udało się przeczytać. Na słuchawkach wylądował "Król" Twardocha w wykonaniu młodego Stuhra i przede mną jeszcze trzy godziny powrotu wieczorem. Jutro znowu będę padał, ale co tam...
Notka na dziś musi powstać. I sięgam po tytuł, który odkładam już czas jakiś. Nie tylko z braku czasu. Po prostu to jedna z książek, o których pisać nie jest mi łatwo. Jak tu oddać ten jej dziwny klimat, rozedrganie, pesymizm, dziwny rytm.

wtorek, 15 maja 2018

Być jak Stanley Kubrick, czyli ogrzej się w blasku mojej sławy


Szalony i dziwny film. Z prawdziwej historii mężczyzny, który podawał się za słynnego reżysera i czerpał nawet z tego powodu jakieś korzyści, choć nawet nie był do Kubricka podobny, powstał film, który trochę nuży, ale dzięki kolejnej ciekawej roli Johna Malkovicha, jednak zostaje w głowie.
Alan Conwey to człowiek, który wykorzystując niechęć wielkiego reżysera do publicznych wystąpień, bezczelnie podawał się za niego - działo się to na przełomie 1998 i 1999 roku w Londynie, gdy Kubrick kręcił "Oczy szeroko zamknięte".
Zakosztować sławy - któż by tego czasem nie chciał spróbować?

poniedziałek, 14 maja 2018

Ktoś tu przyjdzie, czyli sami dla siebie


Uwielbiam powroty z teatru, gdy po jakimś spektaklu nie rozchodzimy się od razu tylko razem wracamy dyskutując, nawet czasem bardzo żywo. Ciężko oddać charakter i energię tych rozmów, a nawet ich zawartość gdy próbujemy przelać to potem na klawiaturę, ale mam wrażenie, że taka trochę inna forma notek, stanowi nie tylko miłą odmianę. Dwa spojrzenie, różne charaktery i doświadczenia pozwalają dostrzec więcej. Zresztą zobaczcie sami.
Spektakl "Ktoś tu przyjdzie" wg  tekstu Jona Fosse i w reżyserii Katarzyny Łęckiej premierę miał kilka dni temu. To koprodukcja warszawskiej Akademii Teatralnej oraz Teatru WARSawy, gdzie przedstawienie jest wystawiane.

niedziela, 13 maja 2018

Kości proroka - Ałbena Grabowska, czyli boskie nauki i ludzkie ambicje

Twórczość Ałbeny Grabowskiej była dotąd dla mnie poza obszarem moich zainteresowań - ot obyczajowo i dla kobiet - choć o "Stuleciu Winnych" słyszałem bardzo dobre opinie. Tym razem autorka postanowiła napisać kryminał, więc moja ciekawość zwyciężyła. Zrobiła to trochę po swojemu, czyli pisząc o tym co dobrze zna (dzieciństwo w Bułgarii, a wcześniej pisząc swoją trylogię też umiejscawiała akcję tam gdzie obecnie mieszka) i mocno rozwijając wątek sytuacji psychologicznej i uczuciowej bohaterki. W tej sytuacji można by rzec, że choć na początku jest trup i prowadzone jest śledztwo, to tak naprawdę gdzieś schodzi on trochę na drugi plan, przysłonięty przez inne sprawy. Pierwszą jest oczywiście samo dochodzenie, które jak się okazuje zakreślone jest bardzo szeroko, a drugą są prowadzone równolegle dwa wątki historyczne. Wszystko niby się jakoś ciekawie łączy, ale początkowo może sprawiać to spory kłopot, by Jana Chrzciciela
powiązać sobie w głowie z trupem byłego posła.

sobota, 12 maja 2018

Król - Szcepan Twardoch, czyli wszystko ma swój początek i koniec


Do tej książki podchodziłam przez rok … tyle przestała na półce. Jedni mówili – rewelacyjna, inni – no, nie wiem, nic specjalnego. A ja nic Szczepana Twardocha nie czytałam jeszcze. Bałam się rozczarowania? W końcu zaczęłam. I ta książka mnie zaczarowała. Nie, nie tematem, bo ten czy podobny można znaleźć w innych książkach innych autorów. Ona mnie zaczarowała sposobem narracji. Osobiście nigdy wcześniej się z taką nie spotkałam. Raz stąpamy po bruku Warszawy roku 1937 aby znaleźć się za chwilę w Palestynie. Raz czytamy narrację młodego Mojżesza by za chwilę przejść w narrację Jakuba. I bardzo mi się to podoba, choć zaczynamy się gubić w tej schizofrenicznej opowieści. Do czasu.